Strona główna/Aktualności/Jak powstały "BIERUŃSKIE GŁOSY"?

Jak powstały "BIERUŃSKIE GŁOSY"?

Aktualności 7 Grudnia 2018

Bieruńskie głosyObchodzący stulecie istnienia chór „Polonia”, zasługuje nie na jedną czy dwie książki, ale na całą biblioteczkę i to z kilku powodów. Raz, bo w ciągu stu lat, wszystko zmieniało się po wielokroć: sytuacja polityczna przynależność państwowa, zmieniał się kościół z którym chór jest związany od początku, zmieniały się muzyczne mody i zmieniali się sami chórzyści. Chór jest tak bogatym organizmem, że zasługuje na to, by opisać go na wiele sposobów.

Mogłaby powstać powieść kryminalna, gdyż jeden z założycieli Towarzystwa Śpiewaczego "Polonia" wkrótce po stworzeniu zespołu - ginie. Jeśli do tego dodamy, że ginie w czasie Powstania Śląskiego - będziemy mieli materiał na powieść historyczną. Można by stulecie chóru przedstawić jako opowieść romantyczną. W zespole, w ciągu tych stu lat nawiązało się kilka romansów, choć może ładnej byłoby powiedzieć - miłości i klika par zawarło związek małżeński. Można by napisać kilka utworów w stylu saga rodu… ot, chociażby rodu Lubeckich, w którym prawie każdy należał do chóru Polonia. I wreszcie najbardziej oczywisty sposób, to stworzenie książki popularno naukowej obfitującej w daty, przypisy, bibliografie i cały warsztat naukowy. Takie historyczne publikacje, choć skromne objętościowo, to jednak bogate w treści, opublikował swego czasu nie historyk, a ekonomista. Człowiek o niewątpliwe bogatym warsztacie naukowym, profesor Jan Czempas pisząc „Epitafium dla chóru Polonia”, a kilka lat później jego rozwinięcie „Chór żyje”.

Każda z zaprezentowanych form pisarskich wymaga innego pióra i odpowiedniego autora. Przed takim zadaniem, zadaniem wyboru autora, rok temu stanął zarząd chóru "Polonia". Wiem, że nie była to łatwa decyzja, ale zdecydowano, że tym razem, autorem okolicznościowej publikacji będzie dziennikarz, a konkretnie moja osoba.

Bieruńskie głosyTen wybór w zaczym stopniu określił charakter naszej książki. Z jednej strony posiadam sporą dokumentację z ostatnich dwudziestu lat chóru, niezłą - jak mi się zdaje - kolekcję zdjęć i jestem zaprzyjaźniony z większością obecnych chórzystów. Mam nadzieję, że po tej publikacji nadal tak będzie. Tworząc tę książkę przyjąłem kilka założeń: pierwsze, dość oczywiste - muszę udokumentować stulecie zespołu. Drugie - książka powinna być swoistym ukłonem wobec obecnych chórzystów i szerokiego grona osób czyli przyjaciół "Polonii". Tych sympatyzujących z zespołem obecnie, ale również tych z sprzed kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu lat: jak ks. Proboszcz Jan Trocha, burmistrz odradzającego się Bierunia Ludwik Jagoda, osoba bez której nie wiadomo czy chór odrodziłby się w obecnej postaci - dyrektor BOK- Irena Grabowska, dobry duch "Polonii" burmistrz Krystian Grzesica, który kiedy trzeba to zawsze udzieli wsparcia. Należałoby też wspomnieć księdza kanonika Janusza Kwapiszewskiego, dyrektor Zofię Łabuś, czy starostę Bernarda Bednorza, bez którego ta książka w ogóle by nie powstała. Kolejne założenie, które sobie przyjąłem, pochodzi z filmu Romana Polańskiego „Autor widmo”. W jednej ze scen, wydawca książki o brytyjskim premierze Tonym Blerze, mówi: "Mam pełne piwnice arcydzieł, których nikt nie chce czytać i które czekają na przemiał". W naszych zabieganych czasach, żyjemy coraz szybciej i czytamy coraz mniej i stąd moja decyzja, aby w książce dać sporo zdjęć.

I tak powstała książka „Bieruńskie głosy”. Chyba niezła, choć mam świadomość, że daleka od ideału. Wiem, że nie brak osób, które zrobiłyby to inaczej. W każdym razie na pewno książka nie wyczerpuje tematu i jeśli ktoś ma ochotę rozwinąć pewne wątki, lub przestawić te sto lat inaczej, serdecznie zapraszam. Książka jest dziennikarska, czyli po trochu: publicystyką, kroniką i albumem. Trochę do czytania, bardziej do oglądania. Życzę czytelnikom, aby z przyjemnością wertowali tę książkę, coś tam przeczytali, przejrzeli, odłożyli i znów po nią sięgali.

Na koniec przytoczę wypowiedź , pewnego polskiego księdza pracującego w zlaicyzowanych Czechach: w dzisiejszych czasach, wystąpienie czy publikacja powinno być jak mini spódniczka: krótkie, obejmujące całość zagadnienia i skrywające pewną tajemnicę. Chyba mi się to udało, więc zapraszam do lektury.

Zbigniew Piksa

Tekst pochodzi z najświeższego (listopadowego) numeru Gazety Miejskiej "RODNIA"

do góry